Albo jesteś za Ukrainą, albo za putinowską Rosją.
Albo jesteś po stronie ofiary, albo po stronie bandyty.
Nie ma tu wielkiej filozofii.
Po skandalicznym zachowaniu Trumpa i Vance’a w Owalnym
Gabinecie premier Donald Tusk wyraził na X (dawny Twitter) wsparcie dla
Zełeńskiego i Ukrainy.
Przecierając oczy z niedowierzania czytałam wpisy polityków
PiS: Sebastiana Kalety, zbiega Romanowskiego, Czarnka, czy pisowskiej tuby: TV
Republika, stawiających się po stronie Trumpa i Vance’a, a nie Zełeńskiego.
Z niedowierzeniem czytałam i słuchałam także komentatorów.
Od Piotra Kraśki poczynając, a na pomniejszych, mniej lub bardziej
kieszonkowych, „geopolitykach” kończąc, którzy chóralnie, acz dosyć prymitywnie
i prostacko naskoczyli na Zełeńskiego.
Do groteskowych zaliczam komentarze o braku garnituru u przywódcy Ukrainy, co miałoby być lekceważeniem okazanym Trumpowi lub być niewłaściwym ruchem, bo założenie garnituru lepiej usposobiłoby Trumpa. To są zagadnienia na poziomie przedszkolaków.
Rozumiem pisowców, którzy będą brnąć w „przyjaźń” z Trumpem
za wszelką cenę, bo na tym zasadzają swoją nadzieję na powrót do władzy. Bez
znaczenia jest dla nich przy tym dobro Polski. Nie oczekuję po tych ludziach
zbyt wiele, choć mocny dysonans wywołuje we mnie zestawienie ich obecnego
zachowania ze słowami Lecha Kaczyńskiego, ponoć ich moralnego i wszelkiego
innego autoramentu drogowskazu.
"Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina,
pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę"
Lech Kaczyński. Gruzja. 12 sierpnia 2008 na wiecu w Tbilisi.
Przypomnienie dla młodszych. Wtedy to doszło do konfliktu
między Gruzją, a Putinem, który zaczął odradzać swoje imperialne plany z czasów
Związku Radzieckiego, o Osetię Południową. Gruzja przegrała. Osetię straciła.
Zachowała jednak, na jakiś czas pewną niezależność. Gruzja, analogicznie jak
Ukraina, chciała przystąpić do NATO. Zachód nigdy na to nie przystał, by nie
drażnić Putina. To krótkie przypomnienie dla tych, którzy twierdzą, że zachód nieustannie
prowokował Putina. To kłamstwo. Odkąd Putin wkroczył na arenę, zachód mu
ustępował. Zakończyło się pełnoskalową wojną na Ukrainie i napaścią bandyty na
kraj, który chciał stać się częścią zachodu, a nie satelitą Moskwy.
Pisowcy już zapomnieli o tych słowach?
Moją uwagę przykuł wpis Mariusza Błaszczaka, byłego ministra
obrony za rządów PiS.
„Zadaniem każdej władzy jest dbanie o bezpieczeństwo
Polski. Jednym z fundamentów naszego bezpieczeństwa
jest sojusz z USA. Ekipa Tuska właśnie burzy wieloletni wysiłek naszych
rządów.” (1 marca 2025 godz. 101:10 na „X”)
To twierdzenie/teza, jakkolwiek by zwać, są prawdziwe tylko
pod jednym warunkiem.
Musielibyśmy założyć, że w dalszym ciągu w USA u władzy są
ludzie, którzy realizują żywotne interesy naszego kraju.
Tymczasem niemal każdego dnia otrzymujemy porcję informacji,
które to założenie czynią nie tylko wątpliwym, ale wręcz nakazują diametralną
rewizję stanowiska. Dla mnie te informacje są jedynie potwierdzeniem obaw,
które miałam od dawna, obserwując zachowanie Trumpa i jego otoczenia, nim
jeszcze Trump został ponownie prezydentem USA.
Jest luty 2024 roku. Minęło dwadzieścia cztery miesiące,
więc może już część zapomniała.
Wiec wyborczy Trumpa w Karolinie Południowej. Trump opowiada
o jakiejś swojej rozmowie z jednym z szefów państw NATO. Nie wymienia, o kogo
chodzi, choć gros komentatorów wiązało to z Niemcami. Padają z ust Trumpa takie
słowa:
"Jeden z prezydentów dużego kraju zapytał mnie:
"no cóż, proszę pana, jeśli nie zapłacimy i zostaniemy zaatakowani przez
Rosję, czy będzie pan nas chronił?" Odpowiedziałem: "Nie, nie będę
was chronił. Właściwie zachęcałbym ich (Rosję), żeby zrobili z wami, co chcą.
Musisz zapłacić"".
Administracja Bidena zareagowała stanowczo.
„Zachęcanie do inwazji morderczych reżimów na naszych
najbliższych sojuszników jest przerażające i bezsensowne.”
Naturalnie zaczęło się w przestrzeni medialnej
rozmasowywanie bardzo jednoznacznych słów Trumpa, że chodzi tylko o zmuszenie
sojuszników, aby się lepiej zbroili, że Trump w ten sposób chce „zachęcić”, by
państwa NATO wydawały przynajmniej 2% swojego PKB na zbrojenia.
Trzecia prawda Tischnera. Słowa, że zachęcałby Putina do
ataku na państwo NATO to był pierwszy sygnał zmiany sojuszów i tego, co roi się
w głowie Trumpa.
SYGNAŁ ZLEKCEWAŻONY, bo wydawało się to zbyt absurdalne.
Dziś docierają do nas informacje, że współpracownicy Trumpa spotykali
się po kryjomu w Szwajcarii z Rosjanami już kilka miesięcy temu, a dokładnie na
jesieni 2024 po wygranych przez Trumpa wyborach.
Na jesieni nie wiedzieliśmy o tym. Dziś wiemy i ostrzeżenia
„PULL UP” i „TERRAIN AHEAD” powinny się nam już jarzyć czerwonymi wielkimi
lampkami w naszych głowach.
Dlaczego? To bardzo proste. Oznacza to, że Rosjanie mieli
wystarczająco dużo czasu, by zaszczepić w głowie Trumpa SOWIECKI PUNKT WIDZENIA
na wojnę w Ukrainie.
Obecnie nie ma już większego sensu zastanawianie się, czy
Trump był od dawna prowadzonym przez Moskwę ich agentem wpływu. Jest tu i
teraz, a zachowanie Trumpa i jego współpracowników staje się aż nadto jaskrawe.
Krótkie przypomnienie faktów z ostatnich tygodni.
- Początek lutego 2025.
Trump atakuje sojusznika – Kanadę. Nazywa Kanadę 51. stanem
Ameryki, a premiera Kanady, Justina Trudeau, gubernatorem.
- Początek lutego 2025; ten sam czas, co agresja wobec
Kanady.
Trump wysuwa żądania nie tylko wobec Panamy i Kanału
Panamskiego, ale także wobec Grenlandii, autonomii duńskiej. Dania, kraj NATO,
ma odstąpić USA Grenlandię.
- 12 luty 2025 (środa)
Trump rozmawia z Putinem, telefonicznie, co zrelacjonował na
portalu Truth Social
"Właśnie odbyłem długą i bardzo produktywną rozmowę
telefoniczną z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Rozmawialiśmy o Ukrainie,
Bliskim Wschodzie, energii, sztucznej inteligencji, potędze dolara i różnych
innych tematach."
"Obaj rozważaliśmy o Wielkiej Historii naszych
Narodów i fakcie, że tak skutecznie walczyliśmy razem w II wojnie światowej.
Pamiętamy, że Rosja straciła dziesiątki milionów ludzi i my podobnie
straciliśmy tak wielu!"
Trump pisze, że obaj przywódcy rozmawiali o "mocnych
stronach naszych Narodów i o wielkich korzyściach, jakie pewnego dnia
odniesiemy ze współpracy".
"Ale najpierw, jak obaj zgodziliśmy się, chcemy
powstrzymać śmierć milionów ludzi w wojnie Rosji z Ukrainą. Prezydent Putin
mówił nawet o bardzo mocnym motto mojej kampanii: +ZDROWY ROZSĄDEK+. Obaj
bardzo mocno w to wierzymy"
"Poprosiłem Sekretarza Stanu Marca Rubio, Dyrektora
CIA Johna Ratcliffe'a, Doradcę ds. Bezpieczeństwa Narodowego Michaela Waltza
oraz Ambasadora i Specjalnego Wysłannika Steve'a Witkoffa o poprowadzenie
negocjacji, które, jak sądzę, zakończą się sukcesem".
Dziś już wiemy, jak wyglądały te „negocjacje” w Arabii
Saudyjskiej. Bez udziału Ukrainy. Ponad głową Europy.
Oczywiście Trump nie omieszkał pyszałkowacie oznajmić: "miliony
ludzi zginęły w wojnie, która nie wydarzyłaby się, gdybym był prezydentem,
ale wydarzyła się, więc musi się skończyć".
To jest jedynie iluzja Trumpa, w której mu miło się żyje, bo
dopieszcza jego wybujałe ego.
Gdyby Trump, a nie Biden, był prezydentem USA, po 24 lutego
2022 r. Ukraina nie dostałaby żadnej pomocy od USA w imię „szybkiego pokoju” –
nie pomożemy ofierze napaści, szybciej się bezbronna wykrwawi i skapituluje, co
doprowadziłoby już w początkach wojny do zwycięstwa Putina, a ten poszedłby
dalej.
Warto pamiętać, że obecny wiceprezydent Vance, jako senator
(od 03.01.2023 r.) głosował w Kongresie przeciwko pomocy dla Ukrainy.
W ową środę, 12 lutego 2025, Trump podczas spotkania z
dziennikarzami w Białym Domu, już po rozmowie z Putinem, ogłosił jeszcze
radośnie, że:
* wstąpienie Ukrainy do NATO jest nierealne
* jest mało prawdopodobne, aby Kijów odzyskał wszystkie
swoje ziemie
(„Tego samego dnia minister obrony USA Pete Hegseth, podczas
spotkania ministrów obrony państw NATO w Brukseli, stwierdził, że powrót
Ukrainy do granic sprzed 2014 roku jest "nierealistycznym celem")
*zawieszenie broni na Ukrainie stanie się w niedalekiej
przyszłości
* na Ukrainie będą musiały odbyć się wybory.
Odnośnie wydarzeń z 12 lutego warto zacytować fragment wpisu
Trumpa po rozmowie z Zełeńskim:
"Czas zakończyć tę absurdalną wojnę, w której doszło
do ogromnej i całkowicie niepotrzebnej ŚMIERCI i ZNISZCZENIA. Niech Bóg
błogosławi naród Rosji i Ukrainy!"
Naprawdę, podobno sprawiedliwy bóg, miałby na równi
błogosławić ofierze i jej katowi?
„Fascynująca” moralność by to była ze strony boga.
- 13 lutego 2025 r. (czwartek)
Trump ogłasza, że:
* chciałby, aby Rosja powróciła do G7, mówiąc, że wydalenie
Moskwy było błędem.
(Putinowską Rosję wyrzucono z G8 po agresji na Krym)
* ufa Władimirowi Putinowi w kontekście wojny na Ukrainie i
wierzy, że ten chce pokoju
* potwierdził środowe słowa szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha,
że Ukraina nie wejdzie do NATO i nie odzyska wszystkich utraconych terytoriów
Negocjacje jeszcze się nie rozpoczęły, a Trump już oddał Putinowi
walkowerem terytorium Ukrainy oraz jej suwerenne stanowienie.
O oczekiwaniu przez USA jakichś ustępstw Putina wieści brak.
Do tej pory.
Jako ochłap rzucił, iż Ukraina "oczywiście" będzie
miała miejsce przy stole negocjacyjnym dotyczącym zakończenia wojny.
Pamiętamy. W Arabii Saudyjskiej pierwsze oficjalne
„rokowania pokojowe” (18.02.2025) między trumpistami, a putinowcami odbyły się
bez udziału kogokolwiek z Ukrainy, albo Unii Europejskiej.
Można się domyślać, że Trump rolę Ukrainy w „negocjacjach”
pokojowych zredukowałby do końcowego polecenia: „podpisz”.
14 lutego JD Vance dał popis na konferencji w Monachium,
atakując Wielką Brytanię i Unię Europejską za rzekomy brak wolności i cenzurę.
Działo się to w momencie, gdy Trump odmówił dziennikarzom Associated Press
wstępu do Białego Domu, gdyż ci ośmielają się nie używać narzuconej przez
Trumpa nazwy „Zatoka Amerykańska” i dalej piszą o „Zatoce Meksykańskiej”. Niech
żyje wolność słowa w trumpowskiej Ameryce! Hip hip, hurra!
Potem było już tylko „lepiej”. Trump Zełeńskiego, a nie
Putina, nazywał dyktatorem. Zełeński tym dyktatorem miałby być rzekomo dlatego,
bo nie przeprowadza się na Ukrainie wyborów prezydenckich. Nie przeprowadza
się, bo Ukraina jest w stanie pełnoskalowej wojny, którą rozpoczął Putin. Ten
Putin, którego wybór na prezydenta Rosji jest od lat farsą, a nie demokratycznymi
wyborami.
Nie wątpię, po ostatnich newsach z Ameryki, że Trump bardzo
chciałby być „demokratą” jak Putin. Najlepiej dożywotnio i w gronostajowym
płaszczu.
Koronowałby go pewnie „człowiek-bizon”. To ten, który
atakował w styczniu 2021 roku Kapitol, by osadzić na tronie „króla” Trumpa po
przegranych przez „króla” wyborach.
Wreszcie Trump wymówił w stosunku do Ukrainy haniebne słowa „trzeba
było nie zaczynać”. Tak. Wg Trumpa to napadnięta Ukraina zaczęła wojnę, a nie
napadający Putin. Komentatorzy znów próbowali tłumaczyć Trumpa, jakoby nie
powiedział tego, co powiedział.
Powiedział, a potwierdziło to zachowanie USA w ONZ 24 lutego
2025 r. Od wybuchu wojny w 2022 roku w ONZ zgromadzenie przyjęło sześć
rezolucji potępiających agresję PUTINA i domagających się wycofania rosyjskich
wojsk z terenów Ukrainy. USA zawsze głosowały za, aż do teraz. W ubiegły
poniedziałek Stany Zjednoczone zagłosowały razem z Rosją, Białorusią, czy
proputinowskimi Węgrami przeciwko tej rezolucji.
Amerykanie przygotowali swojego gniota, w którym zabrakło
słowa o tym, kto jest agresorem, nie było mowy o gwarancji integralności
terytorialnej Ukrainy i o wycofaniu ruskich band z Ukrainy.
Trump unika jak ognia nazywania Putina najeźdźcą. Tłumaczy
to pokrętnie koniecznością „udobruchania” Putina, by był skłonny do
kompromisów. Do jakich kompromisów? Ktoś słyszał jakiekolwiek żądania „negocjatorów”
Trumpa wysunięte wobec Putina?
Naprawdę mało jeszcze sygnałów, że Trump zmienił
sojuszników?
Dalej będziemy brnąć w kłamstwo i robić dobrą minę do złej
gry?
Chcemy trwać w ułudzie, że nic się nie zmieniło, sojusze
atlantyckie mają się świetnie, gdy zmieniło się na naszych oczach praktycznie
wszystko?
To ma być ta pożądana „realpolitik”?
Realpolitik zaczyna się od bezlitosnego rozpoznania faktów.
Tylko wtedy można przy pomocy logiki wysnuć jakiekolwiek prawdziwe wnioski.
Bez tego, nawet posługując się czystą logiką, ale wychodząc
od fałszywych założeń, na końcu zawsze wyciągniemy fałszywe wnioski. Na
przykład taki, że dalej fundamentem naszego bezpieczeństwa jest sojusz z USA.
I wreszcie nadszedł 28 lutego. Anno Domini 2025. Trump i
Vance dali popis, jak NIE-traktować ofiary zbrodniczej napaści Putina, za co
szereg komentatorów zrzuciło winę na ofiarę, czyli Zełeńskiego.
Nie będę się odnosić do komentarzy pisowców i konfederatów
oraz ich wdzięcznego gronka akolitów, bo dla mnie ich cele są jasne, choć
zupełnie niezgodne z polską racją stanu.
Mną wstrząsnął komentarz Piotra Kraśko. Z jednego powodu.
Kraśko posługiwał się w swej wypowiedzi nieznośnym argumentem z autorytetu
„tyle razy byłem świadkiem”, a jednocześnie wiele razy powtórzył, że on nie
wie.
Bardzo możliwe, że ponieważ nie wie, nie rozumie dlaczego
Zełeński wyciągnął zdjęcia, które chciał pokazać Trumpowi. Jest bardzo możliwe,
że Zełeński, który wie o wiele więcej niż Kraśko, nie robi sobie iluzji i
nadziei. Dlatego nadzwyczajny ruch i gest.
Ja także wielu rzeczy nie wiem. Nie wiem i na dobrą sprawę,
prócz ogólników, nikt nie wie, na przykład tego w jaki konkretnie sposób „polepszono”
warunki umowy między USA, a Ukrainą dotyczące eksploatacji metali krytycznych.
Wiem natomiast jedno. Jak wcześniej, tak i później, Trump
nie chciał Ukrainie realnie zagwarantować bezpieczeństwa.
Dlaczego? Jest zupełną naiwnością, a wręcz głupotą,
gaworzenie „geopolityków”, że inwestycja USA i obecność ich techników od
wydobycia jest gwarantem bezpieczeństwa.
Owi „geopolitycy” uwielbiają posiłkować się argumentem, w
ich ocenie bardzo racjonalnym, że inwestycje amerykańskie i ciężkie miliardy
dolarów włożone w dany kraj są wystarczającym gwarantem, by USA broniła swoich
pieniędzy.
Śmiech mnie ogarnia. A ile miliardów włożyło USA w Irak,
albo Afganistan? I co? I poszli sobie w siną dal. Zwłaszcza Afganistan jest
bardzo ciekawym przykładem. USA tam były fizycznie, wspierane przez inne państwa NATO. Wystarczy kilka sekund, by wyszukać dane, że w Afganistanie są bardzo
ważne złoża mineralne. Trumpa to nie interesowało. To on podjął decyzję o
wyjściu z Afganistanu, co w spadku odziedziczył Biden i niestety nie wycofał
się z decyzji Trumpa.
Wróćmy do Ukrainy. Ja odrobiłam lekcję. Zachęcam innych. To
nie są trudne do znalezienia informacje. Najważniejsze złoża, najważniejszych
minerałów wcale nie leżą w Donbasie. One są za linią Dniepru. Na zachód od
niej. Sporo z nich leży nawet jeszcze bardziej w kierunku zachodnim od Kijowa. Tam
nie ma Rosji, więc pojawiające się niekiedy komentarze, że Zełeński handluje
czymś nad czym nie ma kontroli, to albo zupełna niewiedza takiego
„komentatora”, albo celowa dezinformacja kremlowska. To na marginesie.
Ważniejsze jest pochylenie się nad wyjątkową niechęcią
Trumpa do udzielenia gwarancji Ukrainie. Przyznam, że mnie ten ruch zdumiewa
niebotycznie. Albo mi zależy na czymś, czego nie mam (minerały krytyczne), a
bardzo potrzebuję mieć, albo wcale mi nie zależy, by dostać je od właściciela,
albowiem mam już deal z agresorem.
Political fiction? Nie ma czegoś takiego w „Realpolitik”. W
Realpolitik należy rozważać wszystkie prawdopodobne warianty. Także ten, że
Trump się już ułożył z Putinem. Wycofuję wsparcie dla Ukrainy, Ukraina pada. Ty
zwyciężasz, a mi dajesz wolną rękę w wydobyciu.
Na „X” Monika Mesuret @NocnaZ owego feralnego piątku,
28.02.2025, o godzinie 22:04 zamieściła wpis o treści „Szef Pentagonu Pete
Hegseth nakazał dowództwu Cyber US wstrzymanie wszelkich działań przeciwko
Rosji, w tym ofensywnych cyber operacji.”
Dodała link do tekstu:
https://therecord.media/hegseth-orders-cyber-command-stand-down-russia-planning
Zachęcam do lektury. Najistotniejszym jest kiedy Hegseth
wydał polecenie. W zeszłym tygodniu, a wiec na długo przed spotkaniem
Zełeńskiego z Trumpem i Vancem, podczas którego tak „niepraktycznie” wg niezbyt
lotnych komentatorów zachował się Zełeński.
Trumpiści szykują się pełną parą do wsparcia Moskwy i
Putina.
Jeśli Zełeński to wie, to przestaje być dziwną jego nieustępliwość. On już nie ma wyboru. Ukraina nie ma wyboru. A raczej ma przede wszystkim jeden. Ten wybór nazywa się: UNIA EUROPEJSKA + Wielka Brytania, która wystąpiła z Unii na wspomagaczu prosto z Kremla i inne państwa, jak choćby Turcja.
Jeszcze słówko do „głębokich analiz” komentatorów. Większość
poszła po najmniejszej linii oporu. W skrócie brzmi ich „analiza” tak: jesteś
słabszy – musisz się płaszczyć, by cokolwiek ci spadło z pańskiego stołu
Trumpa.
Ja nie będę się wywnętrzać nad prostactwem takich wywodów,
które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się rozsądne.
Nie będę pastwić się nad prymitywnością ich umysłów.
Napiszę tak.
Kiedyś przeprowadzono eksperyment. Zrobiono symulację
komputerową, by znaleźć najlepszą strategię ewolucyjną przetrwania. Ku
zdumieniu samych naukowców wcale nie wygrała strategia egoizmu. Za
najefektywniejszą sztuczna inteligencja uznała tę nazwaną: wet za wet. W
skrócie. Polega ona na tym, że się współpracuje i nie atakuje, atak wyprowadza
się jako rewanż.
Strategia egoistów jest zwycięska tylko w przypadku, gdy w otoczeniu egoista ma do czynienia z samymi frajerami. Trump jest egoistą, oszustem, skazanym przestępcą. Będzie efektywny jedynie, gdy otoczą go klakierzy-frajerzy, których bezmyślność może wykorzystywać. On na to liczy.
Tu przejdziemy do sprawy polskich interesów narodowych.
Wiemy już, że Błaszczak kupił mnóstwo uzbrojenia polskiego wojska za ciężkie miliardy dolarów w USA na koszt polskiego podatnika bez tzw. kodów. Oznacza to, że Trump może nam zdalnie wyłączyć samoloty F-35 i inne „zabawki”. Jakie mamy wyjście z tej niekomfortowej sytuacji?
Możemy brnąć, powodowani szantażem i strachem, w sojusz z USA za wszelką cenę. Tego najwyraźniej chce PiS. Bynajmniej nie ze względów dobrostanu Polski, tylko dobrostanu partii.
Z czym musimy się w takiej sytuacji liczyć?
Musimy się liczyć z tym, że cokolwiek nie wpadnie do łba
Trumpowi, będziemy musieli grzecznie wykonać rozkaz.
Cóż może to być? Może to być choćby zezwolenie na przemarsz
wojsk sowieckich przez nasze terytorium, by mogły zaatakować Niemcy. Nie mam
żadnych wątpliwości, iż propagandowo Moskwa łatwo zagrałaby na naszych
resentymentach, a Trump do spółki z Putinem i Muskiem bez problemu zawróciliby
w głowie Polakom niosąc szeroko przekaz o „sprawiedliwości dziejowej i zemście
na nazistach”.
Ilu połączyłoby kropki, że owi naziści w Niemczech są, ale
wśród liderów i sympatyków proputinowskiej, sojuszniczej z Konfederacją i
Mentzenem, partii AfD?
Ilu zastanowiłoby się, że przytłaczające poparcie dla AfD
jest na terenach byłego DDR, które sowieci chcą odzyskać zgodnie z putinowskim
planem powrotu do wpływów z czasów ZSRR, a AfD i liczne śpiochy, pozostawione
tam przez sowietów po wycofaniu wojsk radzieckich, przygotowały już DDR-Volk na
przyjęcie Putina kwiatami?
Historia lubi się powtarzać, ale niekoniecznie 1:1.
Kiedyś pakt Ribbentrop-Mołotow może zastąpić na zlecenie
Trumpa pakt Rau-Mołotow. Tylko potem nie Ribbentrop-Rau zaatakuje sowietów,
tylko sowieci zaatakują Ribbentropa-Raua, gdy już się umoszczą z pomocą AfD,
pobłogosławioną przez Vance’a i Muska, na terenach byłej DDR.
Political Fiction? Nie. Jeden z możliwych wariantów w
Realpolitik.
Dla Polski jest tylko jedno dobre rozwiązanie. Jeśli nie chcesz być rozgrywanym przez wrogie mocarstwa, musisz wejść w ścisłą koalicję z tymi, z którymi masz naprawdę wspólne interesy. Chociażby dlatego, że geograficznie leżysz w Europie, a nie w Azji, czy Ameryce.
Sama Polska znaczy niedużo, ale w ścisłym sojuszu z Francją,
Wielką Brytanią, z demokratycznymi Niemcami, ze Skandynawią, Czechami, Austrią,
w której siły demokratyczne poszły po rozum do głowy i zjednoczyły się
przeciwko rodzimej proputinowskiej partii, z Hiszpanią Sancheza, z Beneluksem i
z doświadczoną w boju Ukrainą znaczymy wiele.
Dlatego Putina od lat najgorętszym pragnieniem jest rozbicie
Unii Europejskiej.
Wszyscy, którzy temu pomagają są nieświadomymi, pożytecznymi
idiotami Putina lub, co gorsza, w pełni świadomymi, cynicznymi jego
pomagierami.
Dla własnych malutkich interesów, a nie dla polskiej racji
stanu.
Koncepcja trwania przy trumpowskich USA za wszelką cenę, bo
wprawdzie Ukrainę sprzedał Putinowi, ale Polski to na pewno nie opuści, gdy się
będziemy doń dostatecznie łasić na kolanach, a nawet czołgać przed Trumpem na
brzuchach, jest nie tylko uwłaczająca godności Polaków. Ona traci swój sens z
innego powodu. O wiele bardziej istotnego.
Wielu powtarza z zachwytem, że Trump jest biznesmenem, więc
negocjuje twardo jak biznesmen, szuka najkorzystniejszych dla siebie rozwiązań.
I to jest ten aspekt, w którym czai się zguba dla naszego kraju.
Trump już bez skrępowania mówi, że chce podjąć interesy z Rosją i zniesienia sankcji wobec bandyckiego kraju.
Tak. Dla Kanady i Unii Europejskiej wojna celna, dla Putina otwarte szeroko ramiona.
Polska nigdy nie będzie w
stanie zaproponować Trumpowi tyle, ile może dać Putin otwierając amerykańskim firmom
szeroko drzwi do rosyjskiego rynku zbytu.
Trump-biznesmen zrobi prostą kalkulację.
Kieszonkowi komentatorzy upatrujący gwarancji dla Polski w
inwestycjach amerykańskich, których Trump będzie bronił jak niepodległości
Waszyngtonu, tkwią w ułudzie pobożnych życzeń. Trump bez mrugnięcia okiem
przehandluje Polskę tak, jak oddaje na naszych oczach Ukrainę na pastwę Putina.
Ci analitycy od siedmiu boleści nie pomyślą także, iż Putin
dostający w swoje łapska Polskę, zapewni Trumpa o niezagrożeniu dla amerykańskich
inwestycji na naszych terenach. A przecież Trump ślepo wierzy Putinowi. Tak jak
wierzy, że ten „gołąbek pokoju” niczego innego nie pragnie jak pokoju, tak z
radością może uwierzyć w każdy kit, który mu zaserwuje Putin, którego Trump
szczerze podziwia za siłę.
W gabinetoowalnej hucpie z piątku było bardzo widoczne, jak
strasznie Trump i Vance są owładnięci wizją wszechmocnej Rosji i wszechmocnego
Putina.
Oni pomiatali Zełeńskim nie tylko, by dogodzić swoim
rozbuchanym ego i niskim instynktom. Oni święcie wierzą, że Rosja to potęga. Ta
Rosja, która miała być drugą armią świata, a po trzech latach wojny, , kontroluje
niecałe 20 proc. terytorium Ukrainy, co daje jakieś 120 tys. km kwadratowych.
Przypomnę, że w czerwcu 2022 roku Rosja panowała nad 123 tys. km kwadratowych
(20,27%) ukraińskiej ziemi. Oznacza to, że po trzech latach krwawej wojny Rosja
w dalszym ciągu nie uzyskała nic więcej niż to, co zajęła w pierwszym impecie z
2022 roku. Pamiętać przy tym również należy, że w dniu wybuchu pełnoskalowej
wojny Rosja już miała pod kontrolą około 42,5 tys. km kwadratowych terytorium
Ukrainy. Mowa oczywiście o zaanektowanym w 2014 r. Krymie i częściach obwodów donbaskiego
oraz ługańskiego, które kontrolowali separatyści, czyli de facto Putin.
Jakim kosztem? W grudniu 2024 r. szef NATO, Marc Rutte,
podał, że liczba zabitych i rannych przekroczyła milion, z czego straty
putinowskiej bandy to 700 tys. osób.
Niech to wybrzmi. Rosja ma dwa razy więcej ofiar niż
Ukraina, a przez trzy lata dalej nie zyskała obszarowo nic więcej w porównaniu
do pierwszego roku wojny. Ba, bilans jest nawet nieco na minusie, mimo
intensyfikacji ruskich działań w 2024 roku. Głównie już po wyborze Trumpa
(październik i listopad 2024). Po tych dwóch miesiącach, w których zajęła odpowiednio
610 i 725 km kwadr., już w grudniu impet zmalał do 465 km kwadr. W całym 2023
roku Rosja zajęła tylko 584 km kwadr., czyli niedużo więcej, niż Ukraina utrzymała
ruskich włości w obwodzie kurskim (ok. 500 km kwadr.).
Fakt. Pomoc materialna, w tym militarna, udzielona Ukrainie
przez Wielką Brytanię, kraje Unii Europejskiej i USA pozwoliła napadniętemu
państwu nie skapitulować przed „drugą armią świata”, ale należy zawsze pamiętać,
że pomoc była ograniczona jak na potrzeby Ukraińców i najczęściej wiecznie
spóźniona.
Nie, na Ukrainie sytuacja nie jest różowa, ale Rosja też przędzie
bokami, a najlepiej świadczą o tym kurczące się rezerwy rosyjskiego złota. Na
początku 2024 roku w Funduszu Narodowego Dobrobytu Federacji Rosyjskiej
znajdowało się 358,9 ton kruszcu, a na początku 2025 już jedynie 187,7 ton. W
ciągu roku rezerwy złota zmniejszyły się o 171,2 ton, czyli o 48 proc. Co
ciekawe. W 2024 oficjalnie ogłoszono sprzedaż tylko 58,9 ton złota, a nie 171,2
t.. Rosyjskie ministerstwo finansów nie podało, gdzie trafiło pozostałe 112
ton.
Dla porównania. W styczniu 2025 r. polskie rezerwy wynoszą
451,3 ton złota.
Wprawdzie obrazy z Buczy, Irpienia, Mariupola oraz
doniesienia o sytuacji Ukraińców na terenach okupowanych przez ruskie bandy
powinny Polakom dać obraz „ruskiego mira” wyczerpująco, ale pewnie cudze tak
nie boli, to i część polskiej młodzieży mało to obchodzi.
Nie bez kozery nadmieniam teraz Konfederację i Mentzena. To
głównie to środowisko przez ostatnie lata, choć również z pomocą PiS, dzień po
dniu tkało nararcję zohydzania Polakom Ukraińców. Było wiele tego odsłon, ale
najbardziej prężna i owocna była ta wykorzystująca Rzeź Wołyńską. Polacy
zostali wręcz zawaleni opisami, obrazami, opowieściami o bestialstwie
Ukraińców.
Tak. Miało to miejsce. Jednak niewielu Polaków zdaje sobie
sprawę, jakie powolne drogi wiodły do tej katastrofy między dwoma od wieków w
miarę pokojowo współistniejącymi narodami.
W telegraficznym skrócie. Na Ukrainie była zawsze garstka
skrajnych nacjonalistów nienawidzących Polaków. Nie mieli oni jednak większego
poparcia w ukraińskim chłopstwie. Ten szczęśliwy dla nas trend zmienił się wraz
z działaniem władz polskich z 1930 roku. Na rozkaz Piłsudskiego w 450 wioskach
z 16 powiatów Wschodniej Galicji przeprowadzono przeszukania. Zrywano podłogi i
poszycia dachów. Brutalnie bito przy tym ukraińskich chłopów. Polskie władze te
represje motywowały popaleniami i pobiciami Polaków przez nacjonalistów z OUN-u.
Niestety zastosowano odpowiedzialność zbiorową. Miało to ten skutek, że z ukraińskich
chłopów, mających w zdecydowanej większości, mówiąc kolokwialnie, wywalone na
ukraińskich nacjonalistów, wyhodowaliśmy sobie wrogów, którzy ponad dekadę później
chwycili za widły i skierowali je przeciwko polskim sąsiadom.
O tym Wam Mentzen, Bosak, ani Braun nie opowiedzą.
Za to dziś swoim nieustannym szczuciem niejednego przyjaźnie
nastawionego do Polaków Ukraińca przerabiają we wroga.
Gdy piszę te słowa mam przed oczyma obraz dzisiejszego
programu „Kawa na ławę” na antenie TVN24. Poseł Bogucki z PiS dostał w pewnym
momencie szału. Odniosłam wrażenie, że bardzo nie chciał dopuścić, by
prowadzący program Konrad Piasecki przypomniał na antenie niewygodne dla antyukraińskiej
propagandy fakty dotyczące Bandery. W końcu Piaseckiemu udało się. O co chodzi?
W antyukraińskiej narracji konfederatów, ale również pisowców, nagminnie używa
się wobec Ukraińców, by ich zohydzić, określenia „banderowiec”, „banderowcy”. Środowiska
te bardzo chętnie łączą postać Bandery z Rzezią Wołyńską, co w niektórych
ludziach wywołuje przekonanie, że to Bandera mordował Polaków, albo wydawał
rozkazy do mordu. Bandera nie mógł mordować Polaków podczas rzezi na Wołyniu i
później wschodniej Galicji, gdyż od końca 1941 do 29 września 1944 siedział w
obozie w Sachsenhausen, a choć warunki jego osadzenia były lepsze niż innych
więźniów to siłą rzeczy nie mógł być na Wołyniu. Co do rozkazów, polscy historycy
mówią jasno, że nie ma żadnego dowodu na wydanie rozkazu przez Banderę. Nie ma
także żadnych dowodów na kontakty Bandery w tamtym czasie z OUN. Opowieści, że
mogły się one odbywać poprzez żonę Bandery, która go odwiedzała w obozie,
pozostają w sferze czystych spekulacji. Według polskich historyków rozkaz do
ataku na Polaków na Wołyniu wydał Dmytro Klaczkiwski, a później we wschodniej
Galicji Roman Szuchewycz.
Bandera nie był przyjacielem Polaków, był zdeklarowanym
nacjonalistą, ale wiązanie go z mordami wołyńsko-galicyjskimi, które miały
miejsce od lutego 1943, a skończyły się w pierwszej połowie 1944, nie znajduje
potwierdzenia w faktach.
Wracając do „ruskiego mira”.
Polacy mają mnóstwo z nim doświadczeń. Zarówno, gdy chodzi o
ofiary ruskiego zaboru, jak i czystki stalinowskie na Polakach w latach
1937-1938. Jeden i drugi „ruski mir” skutkował wśród Polaków w ofiary
śmiertelne rzędu ok. 120 tysięcy każdy. Mord katyński to kolejne ponad 20
tysięcy zamordowanych. Do tego zesłani na Syberię, których ofiar nie uda się
nigdy dokładnie policzyć. Czystki stalinowskie po drugiej wojnie światowej już
w mniejszej skali, ale to dalej ofiary „ruskiego mira”. Pilecki, Fieldorf. W
końcu ofiary grudnia 1970, stanu wojennego. To wszystko pokłosie „ruskiego
mira”, pod którego butem wiedli „spokojne” życie Polacy.
Nim dacie się ogłupić bezczelnym kłamstwom o „strzelaniu do
górników” przez „reżim” Tuska, sięgnijcie do książek, jak faktycznie wyglądało
strzelanie do ludzi.
Nim dacie się ogłupić opowieściom, jak to policja francuska,
czy niemiecka „pacyfikuje” protestujących, sięgnijcie do książek, jak wyglądały
faktyczne pacyfikacje protestujących na Węgrzech w 1956 roku, czy ofiary
Praskiej Wiosny w 1968 roku.
Pod rządami zbrodniarzy jak Putin nigdy nie będziesz żyć
spokojnie, to przeczy istocie takich autokratów.
Ukraińcy o tym doskonale wiedzą, bo w ostatnich trzech
latach przekonali się na własnej skórze, że prześladowania nie ustają, gdy
ruski pan swój but położy w Mariupolu, Chersoniu, czy Zaporożu.
Kiedy w Gabinecie Owalnym Zełeński przestrzegł Trumpa i
Vance”a, że Amerykę także może dosięgnąć spotkanie z „ruskim mirem”, obaj
strasznie się żachnęli. Trump i jego vice są ignorantami. Vance nawet nie
ogarnął podstawowej wiedzy o krajach mających broń nuklearną. Chciał się
wyzłośliwić w kierunku Wielkiej Brytanii pisząc, że ta będzie pierwszym islamskim
państwem mającym arsenał jądrowy, a ujawnił swe niebotyczne nieuctwo. Pakistan
jest krajem muzułmańskim i broń jądrową posiada od dawna. Trump wpadający w
ekstazę o nigdy niepokonanej Rosji ma także spore mankamenty w wiedzy.
Przypomnę, że bolszewików pobili Polacy w 1920, a z Afganistanu komuniści musieli
się wycofać niepyszni. Owszem. Rosji nie podbito, wielki obszarowo kraj, mroźne
zimy, ale nie raz ruscy dostawali srogiego łupnia. Ot, od choćby Finlandii.
Obserwując ignorancję Trumpa i Vance’a można śmiało przypuścić, że umknęły im również
groźby Putina o odzyskaniu Alaski.
Na koniec cytat doskonałego podsumowania „oferty” Trumpa dla
Ukrainy.
„Żyjemy w czasach, w których sąsiad obserwujący gwałcenie
sąsiadki, dzwoni do sąsiada proponując pomoc jego żonie. Ale chciałbym za to
pół jego ogrodu i raz w tygodniu...żonę.
A połowa ulicy podziwia tę szczodrą propozycję i zachwyca
się transakcyjnymi umiejętnościami oferenta.” (@Mariusz 32382943 , 1 marca 2025,
platforma „X”)
Cieszę się, że w Londynie spotkali się szefowie większości państw
UE, Norwegii, Kanady i Turcji, by nie pozostawić Ukrainy i Zełeńskiego samych, gdy obecną
administrację amerykańską opanowała putinoza.
Komentarze
Prześlij komentarz